12 kwietnia 2015

Tak Jakby Prolog

To był bardzo męczący dzień. Właściwie nie wiem dlaczego, po prostu był. Najlepiej jednak zacznę od początku. Nazywam się Reva Angelina McCartney i jestem łowcą zombie. Należę do W.A.D.A.Z, czyli World Agency of Defense Against Zombies. Owa organizacja jest ściśle tajna. Wszelkie władze państwowe starają się utrzymać istnienie żywych trupów w tajemnicy, dlatego wszyscy obywatele już o nich słyszeli. Na całe szczęście mało kto w nie wierzy z powodu braku dowodów. Tu podziękowania należą się W.A.D.A.Z. Powstało za to wiele teorii spiskowych, niektóre są nawet zaskakująco bliskie prawdy. Struktury agencji są bardzo rozbudowane i... to cholernie nudne, więc znowu zacznę od początku.
Nazywam się Reva Angelina McCartney i lubię placki. Od zawsze moje życie było nieźle popieprzone. Ojciec, jak to wojskowy, chciał mieć dzielnego synka, a mama, uroczą dziewczynkę. Skończyło się jednak na tym, że urodziła im się córka, która gardziła lalkami Barbie. Innych potomków się już nie doczekali. Może to i dobrze? Gdy miałam niecałe pół roku, okazało się, że cierpię na rzadką mutację genetyczną. Właściwie nie czuję bólu, no chyba, że ktoś próbowałby spalić mnie żywcem. Może się to wydawać nawet fajne, niestety szanse na to, że z tymi wadliwymi genami dożyję czterdziestki są praktycznie równe zeru. No cóż, przynajmniej będę musiała przejmować się emeryturą.
Rodzice nawet nie próbowali tego przede mną ukrywać. Wiedza ta bynajmniej nie miała większego wpływu na mój rozwój. Od zawsze chciałam dokonać czegoś wielkiego. Biorąc pod uwagę moje wrodzone właściwości, postanowiłam zostać superbohaterką. Od razu zaczęłam trening w tym kierunku, chodziłam na przykład na taekwondo. Tata często jeździł na misje wojskowe, ale gdy był w domu, zawsze znalazł dla mnie czas. Razem zajmowaliśmy się wszystkimi tymi rzeczami, które ojciec z synem lubią robić najbardziej. Nie przeszkodziło w tym nawet to, że nie byłam synem. Gdy miałam czternaście lat, mama przegrała walkę z rakiem trzustki. Bardzo to przeżyłam i raczej nie lubię o tym mówić.
Z biegiem lat marzenie o zostaniu superbohaterem zmieniło się w coś bardziej realnego. Postanowiłam pójść do liceum wojskowego, ukończyłam je nawet z wyróżnieniem. Później, idąc śladami taty, wybrałam roczne studium podoficerskie. Po zakończeniu mojej edukacji jednak wszystko się spierdoliło. Z powodu choroby nie chcieli mnie przyjąć ani do wojska, ani do policji. Oczywiście od dawna byłam świadoma tego, że tak się stanie, mimo to łudziłam się, że może uda mi się oszukać system. Tymczasem mogłabym jedynie prowadzić szkolenia, a byłoby to strasznie nudne. Ostatecznie udało mi się trafić do oddziału wojskowego stacjonującego w kraju, niestety jako zwykły szeregowy. Nie zamierzałam się jednak poddać. Odsłużyłam dwa lata i nareszcie nadszedł mój dzień.
Pamiętam to dokładnie. Właśnie skończyły się codzienne ćwiczenia. Mój dowódca wezwał mnie na rozmowę. Od razu przeszedł do konkretów. Powiedział, że nie może patrzeć jak taka zdolna dziewczyna gnije w tej jednostce. Wręczył mi adres, pod którym przeprowadzano rekrutację do W.A.D.A.Z i polecił się tam zgłosić.  Już wcześniej słyszałam od ojca o organizacji anty-zombie, nikt jednak nie raczył mi powiedzieć gdzie mam wysłać swoje CV. Na rozmowę kwalifikacyjną poszłam następnego dnia. Przyjęli mnie właściwie od ręki. Nawet nie obchodziła ich moja choroba. Takie drobiazgi nie miały tu znaczenia, bo po pierwsze, było mało chętnych, a po drugie, ciągle ktoś tu ginął. Odeszłam ze znienawidzonej jednostki wojskowej i przystąpiłam do W.A.D.A.Z, zwanych też badassami. Rozpoczęłam półroczne szkolenie, i tu właśnie dochodzimy do jakże ciekawych informacji o zombiakach.
Zaczynając od podstaw: Zombie powstają w wyniku zarażenia wirusem Z. Jego działanie wymyka się wszelkim prawą biologii. Z jakiegoś powodu atakuje tylko ludzi. Do zarażenia dochodzi poprzez ugryzienie. Wirus trafia do krwiobiegu i mnoży się w zastraszającym tempie. Zbiera się w mózgu i tworzy tam takie coś, co zaczyna sterować człowiekiem. W ciągu godziny dochodzi do zombifikacji. Zombie charakteryzują się przede wszystkim tym, że są martwe. Kierują się głównie słuchem i węchem, gdyż są prawie ślepe. Ich ruchy są powolne, a proces rozkładu przyśpieszony. Aby zapobiec rozpadnięciu ciała, główny ośrodek wirusa po jakimś czasie tworzy coś na kształt nitek, trzymających zwłoki do kupy. Wystarczy zniszczyć mózg, a te niteczki pękają i zombiak rozpada się na kawałeczki. Owe członki po jakimś czasie tak jakby odżywają, trzeba więc uważać aby na przykład taka zombie-noga nie kopnęła cię w dupę. Aby definitywnie wykończyć takie żywe zwłoki, trzeba je spalić. Inny aspekt to zmutowane zombie. Są one szybkie, zwinne i posiadają resztki inteligencji. Na szczęście zdarzają się one rzadko.
Oprócz zombie-teorii, podczas szkolenia musiałam też poznać struktury agencji. Posiada ona laboratoria, oddział walczący z zombie, sektor zajmujący się usuwaniem dowodów i oczywiście ludzi zajmujących się tymi administracyjnymi duperelami. Wszystko to jest tak cholernie skomplikowane, że nie udało mi się tego do końca ogarnąć. Skupiłam się więc na swoim oddziale. Można powiedzieć, że jesteśmy kwintesencją badassów. Naszym zadaniem jest usuwanie zombie i ratowanie ludzi. Działamy w trzech pododdziałach. Na początku zwiadowcy, zbierają informację o miejscu ataku. Potem wkraczamy my, oddział ratunkowy. Naszym zadaniem jest uwolnienie ludzi. Staramy się unikać bezpośrednich starć z żywymi trupami, zazwyczaj jednak gówno z tego wychodzi. Później do akcji przystępuje grupa ludzi z miotaczami ognia, zwana spalarką. Oddział ratunkowy za to jest nazywany samobójcami, ze względu na to, że ciągle ktoś u nas ginie pożarty przez zombie. Zwiadowcy zaś, to po prostu zwiadowcy. Te wszystkie przydatne informacje są jakże nudne. Na szczęście szkolenie składało się głównie z podnoszenia sprawności fizycznej i umiejętności bojowych. Łowca zombie musi być przede wszystkim zwinny, aby nie dać się pogryźć. Ten mój wywód znowu stał się cholernie nudny. Przejdźmy więc do konkretów.
Niedawno skończyłam 24 lata, więc połowa życia już dawno na mną. Po zakończeniu szkolenia z radością dołączyłam oddziału ratunkowego. Ojciec był wtedy ze mnie bardzo dumny. Zaliczyłam już sześć misji anty-zombie, podczas których straciliśmy tylko czworo ludzi. Nasza praca przypomina pracę antyterrorystów lub strażaków, pracujemy na akord i musimy być w ciągłej gotowości. Mieszkamy wszyscy w budynku należącym do W.A.D.A.Z. Każdemu z nas przydzielono mały pokój z łazienką, nic specjalnego, ale w porównaniu z koszarami wojskowymi to luksus. Mamy też do dyspozycji siłownie, stołówkę i część rekreacyjną. Płacą też bardzo dobrze, ogólnie agencja nie liczy się z kosztami. Mamy na przykład do wyboru taki sprzęt jaki się tylko nam spodoba. Wszystko po to aby uatrakcyjnić pracę tutaj, ma ona jednak też swoje złe strony. Przede wszystkim brakuje ludzi do oddziału ratunkowego, bo jak już wspominałam, ciągle nam ktoś umiera. Członkowie badassów jednak o tym nie myślą. Zawsze możemy na siebie liczyć i myślę, że ta praca jest naprawdę cudowna. Nie chciałabym robić w życiu nic innego.

5 komentarzy:

  1. Hej! Powiem szczerze, masz osobliwy styl pisania, ale nie jest to złe! Podoba mi się całość, bo jest w jakiś sposób szalona. :D Historia mnie zaintrygowała i na pewno w wolnej chwili nadrobię resztę Twojej opowieści. Temat zombie jest mi znany (the walking dead chociażby), jednak to , co Ty tutaj prezentujesz jest jakoś inne, co jeszcze bardziej zachęca, by zagłębić się w resztę. Cały podręcznik opisany w zakładce jest genialny, chociaż może ciut za długi, jednak wciąż genialny!
    Tak, jak mówię, w wolnej chwili wrócę i przeczytam resztę. Tymczasem pragnę zaprosić Cię na moje opowiadanie, które jest, tak jakby w pewnym sensie siostrzane, ponieważ opiera się na tematyce sci-fi i post-apokaliptyki. Zapraszam serdecznie!

    Pozdrawiam,
    OCZY w OGNIU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście podręcznik jest w cholerę długi, ale nie jest on czytelnikowi właściwie potrzebny. Skierowałam go do tych osób, które by chciały wiedzieć jak "moje" zombie działają. Staram się żeby wszystko było jak najbardziej zgodne z punktu biologicznego i oczywiście wszystko aktualizuje wraz z postępem historii, już mam nawet przygotowane wydanie czwarte.

      Usuń
  2. "Wszelkie władze państwowe starają się utrzymać istnienie żywych trupów w tajemnicy, dlatego wszyscy obywatele już o nich słyszeli." - od razu mi się skojarzyło z Harrym Potterem XD
    Zombiaki i kobieta w roli głównej, uwielbiam takie klimaty ^.^
    Wstęp jak wstęp, jest potrzebny, ale nie mogę się doczekać aż przejdziemy już do akcji ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi z Tokyo Ghoulem. I jeszcze z Attack o Titans przez zwiadowców.

      Usuń
  3. Fajnie, od razu mnie zaintrygowało.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.