10 czerwca 2015

Miesiąc Później

Minął miesiąc, od kiedy dołączyłam do jednostki w Waszyngtonie. To był najbardziej popieprzony okres w całym moim życiu, a zaczęło się całkiem niewinnie. Wszyscy chcieli mnie poznać, jeszcze nigdy nie miałam takiego powodzenia. Po prostu stanowiłam dziwowisko. Ludzie mi nie ufali. Jedyną osobą, która mnie wtedy wspierała, była Helen. Udało się nam zaprzyjaźnić. Zawsze mogłam pójść do niej poznać najnowsze ploteczki. To trochę dziwne, ale lubiłam jej słuchać. Kobieta nie ma własnym dzieci, dlatego matkuje, a czasem wręcz babciuje, wielu agentom.
Mimo wszystko dość szybko udało mi się zyskać zwolenników. Już w pierwszym tygodniu, podczas jednego z wolnych wieczorów ktoś rzucił mi wyzwanie w piciu wódki. Oczywiście wygrałam. Jako zombie nie mogę się ani trochę upić, to jedna z niewielu wad mojego obecnego stanu. Chcąc nie chcąc uraziłam tym męską dumę, więc posypało się jeszcze więcej wyzwań. Przepiłam wszystkich. Tej nocy chyba ze dwadzieścia osób zaliczyło zgona a ja nie byłam nawet lekko wstawiona. Czułam jedynie, że zaraz mnie rozsadzi z powodu wypicia zbyt dużej ilości płynów. Nazajutrz otrzymałam jakże zaszczytny tytuł królowej kielicha. Pracownicy uznali, że nie mogę być zła, skoro mam taki talent. Mężczyźni byli pod wrażeniem, kobiety też, ale z innego powodu. Wreszcie ktoś w ich imieniu utarł nosa facetom. Kierowniczka pracowniczego bufetu dała mi jednak miesięczny szlaban na wódkę, a rachunek, jaki dostałam za tę libację, był naprawdę kosmiczny. Obecnie wszyscy co najmniej mnie tolerowali. W oddziale interwencyjnym było jednak o wiele lepiej. Nasze stosunki były tak luźne, że nawet jak pewnego dnia złamałam jednemu z eliminatorów rękę za to, że klepnął mnie w tyłek, to nikt się nie obraził. Stało się to nawet jedną z ulubionych anegdot opowiadanych podczas chlania.
Niemal od razu zadomowiłam się w nowej jednostce. Płacili więcej, niż w mojej poprzedniej robocie. Jeśli jednak wziąć pod uwagę ilość jedzenia jaką musiałam kupić, to w przeliczeniu zostaje mi mniej więcej tyle samo. Powinnam zacząć się chyba ubiegać o jakiś dodatek żywieniowy…
Wyposażenie budynków też było na najwyższym poziomie. Dla każdego z trzech głównych pododdziałów jednostki interwencyjnej zostało wydzielone osobne, niewielkie skrzydło. Ich ułożenia były podobne. Każde z nich składało się z średniej wielkości holu, korytarza prowadzącego do pokojów i ogromnego pokoju rekreacyjnego. Mieliśmy tam duży telewizor, wygodne fotele, stół do bilardu, piłkarzyki, niewielki barek, a nawet sporej wielkości balkon. Jeśli chodzi o pokoje, to były standardowe. Po prostu sypialnia i niewielka łazienka. Regulamin pozwalał jednak na dowolne modyfikacje, pod warunkiem, że zrobisz je sam, lub z pomocą innego pracownika. Jeśli chodzi o mnie, to pierwsze co zrobiłam, to kupiłam niewielką lodówkę. Później z pomocą znajomego Helen przemalowałam ściany na mój ulubiony błękit. Dokupiłam również stylową pościel, zasłony, biały, puchaty dywan oraz ogromną, czarną naklejkę na ścianę, przedstawiającą kwitnące drzewo. Moje mieszkanko nabrało charakteru.
Bardzo szybko przekonałam się, że oddział ratunkowy składa się z samych oryginałów. Zaczynając od początku. Podczas pierwszej mojej tutejszej misji traciliśmy jednego człowieka. Nie zdążyłam go za dobrze poznać, jednak wydawał się bardzo miły. Do tej pory nie udało nam się znaleźć nikogo nowego, więc działamy w trzynaście osób. Rzadko jednak pracujemy wszyscy na raz. Poza tym Jerry twierdzi, że jeśli nas przypili, to ja mogę pracować w pojedynkę, i tak się zazwyczaj dzieje. Podrzucam swojego partnera innej grupie, po czym idę sprawdzić dość niebezpieczne miejsca, nie ryzykując niczyjego życia.
Jeremi jest naszym szefem. Oficjalnie taka funkcja nie istnieje, my jednak potrzebujemy lidera. Mężczyzna ma 34 lata i od pięciu lat służy w stołecznej jednostce. Jest bardzo fajnym facetem. Urodzony z niego przywódca.  Na pierwszy rzut oka wydaje się służbistą. Zawsze jednak możemy na niego liczyć.
Jego zupełne przeciwieństwo stanowi Jacks, zwany przez nas Jackassem, gdyż z straszny z niego idiota i dupek. Jest po czterdziestce i najdłużej z nas wszystkich służy w Waszyngtonie. Nie próbuje jednak konkurować z Jerrym. Jacks nie chce, a przede wszystkim – nie nadaje się na szefa. Woli o wiele bardziej wyluzowany tryb życia. Plotki głoszą, że przeleciał już ponad połowę damskiego personelu. Kobiety stanowią dla niego tylko trofeum. Do mnie też próbuje się dobrać, mimo że dosadnie dałam mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Nie ma chyba lepszej odmowy, niż złamanie delikwentowi nosa…
Ogólnie wszyscy faceci pieprzą się tu na potęgę. Walą się jak domki w Czeczeni. Nawet Rao, który kiedyś był mnichem. Chińczyk należał do klasztoru Shaolin. Gdy miał 19 lat, w końcu wyrzucono go za notoryczne łamanie zasad buddyzmu. Wyprowadził się do Ameryki i tak trafił do nas. Mężczyzna jest świetnym wojownikiem i uwielbia sparingi ze mną. Tylko wtedy nie musi się hamować i w pełni wykorzystuje swoje umiejętności. Nic dziwnego, że dostał ksywę Ninja. Pary razy udało mu się mnie porządnie uszkodzić, a innych to mógł by nawet zabić. Przy okazji zdobyłam od niego kilka nowych umiejętności.
Dzięki Gabrielowi odnalazłam nowe hobby. 39-letni agent jest pasjonatem łucznictwa. Podobno zanudza tym wszystkich nowych pracowników. Mnie to jednak całkiem wciągnęło. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam łuk bloczkowy, nie mogłam ogarnąć jakim cudem to coś strzela. Przypominał bardziej jakiś kosmiczny kołowrotek. Gabe, widząc moją reakcje, wybrał dla mnie klasyczny model. Od tamtej pory co jakiś czas spotykaliśmy się, żeby sobie postrzelać. Szło mi całkiem nieźle. Według mnie celuje się podobnie jak z pistoletu, a w tym mam przecież niezłą wprawę. Czasem przerzucaliśmy się na kuszę, dopiero wtedy ujawniały się moje nadludzkie zdolności. Żeby napiąć cięciwę nie musiałam opierać kolby o biodro. Z łatwością robiłam to jedną ręką. Odrzut też nie stanowił dla mnie żadnego problemu.
Najwięcej humoru do naszej jednostki wnosi Owen. Ma 37 lat i jest bardzo wysokim, dobrze zbudowanym Murzynem, ale takim czarnym jak smoła. W żadnym razie nie narzeka jednak na nasz brak tolerancji, wręcz przeciwnie. Ciągle rzuca jakieś żarty o swojej rasie. Śmieje się, że stanowi w naszym teamie symbolicznego czarnucha, dlatego nikt nie posądzi nas o rasizm. Ma do siebie luźne podejście. Podczas akcji nosi na głowie wściekle czerwoną bandanę, twierdząc, że bez tego byłby dla nas niewidoczny. Na ostatnie urodziny daliśmy mu koszulkę z Ku Klux Klanem, która pełni teraz honorową rolę jego piżamy.
Podobny, a jednak inny, jest Philip. 29-letni mężczyzna jest zdeklarowanym gejem, ale takim przyjaznym gejem, w sensie, że nikogo tym nie zadręcza. Zawsze gdy słyszy o jakiejś paradzie równości, śmieje się tak bardzo, że następnego dnia ma zakwasy w przeponie. Wbrew pozorom Phili jest dość męski. Zadbany, wysportowany i bardzo silny. Naprawdę czuły i miły z niego facet. Ubiera się też bardzo stylowo. Zawsze wygląda świetnie, z tego powodu wszystkie dziewczyny na niego lecą, cóż za marnotrawstwo…
Naszym nadwornym inteligentem jest Alfie. Jak przystało na pół Azjatę, Al jest jak chodząca encyklopedią. Zna się chyba na wszystkim. Naprawia nam całą elektronikę. Nigdy jednak nie wywyższa się swoją inteligencją, jak w zwyczaju ma większość mądrali. Gdy się uchleje, to można z nim nawet pogadać o głupotach. Oczywiście następnego dnia nic z tego nie pamięta.
Trina jest jedną z trzech dziewczyn w Samobójcach, zachowuje się jednak prawie tak jak facet, i nie licząc piersi, ma nawet męską budowę ciała. Kobieta jest bardzo śmiała i zawsze rozwala nas swoją szczerością.  Chyba tylko z nią można sensownie porozmawiać. Agentka nie ma dwóch palców, małego i serdecznego. Straciła je gdzieś tam i kiedyś tam, podczas czegoś tam, nikt dokładnie tego nie wie. Bynajmniej wcale nie przeszkadza jej to w walce, no może tylko tyle, że nie da rady operować dwoma pistoletami na raz.
Antony dołączył do W.A.D.A.Z, ponieważ zombie zabiły jego narzeczoną. Nie wiele wiem o okolicznościach jej śmierci, gdyż mężczyzna nie chce o tym opowiadać. Po dwóch latach otrząsnął się z żałoby, jednak postanowił pozostać w agencji. Jest naprawdę zdeterminowany. Walka z zombiakami to całe jego życie. Półtora roku temu awansował do stołecznej jednostki. Ze względu na swój niski wzrost, dostał przydomek Mrówa. Mężczyzna jest najmłodszy w naszej w jednostce, oczywiście nie licząc mnie. Ma tylko 27 lat.
Najtrudniej było mi przekonać do siebie Mołotowa. Dostał taki pseudonim, ponieważ swoja karierę zaczął od pracy w spalarce. Mężczyzna ma na imię Ivan i pochodzi z Rosji. Nie był do mnie zbyt przychylnie nastawiony. Nie chodziło nawet o to, że jestem zombie. Według niego każda kolejna baba w jednostce, to tylko następny problem. Całkowicie zmienił zdanie, gdy podczas jednej z libacji udało mi się go przepić. Coś musi być w tych kawałach o Ruskach. Całkiem już pijany, zaczął się do mnie przystawiać. Następnego dnia, na kompletnym kacu, przyszedł do mnie z kubełkiem kurczaków z KFC i za wszystko przeprosił. Oczywistym jest, że mu wybaczyłam. Nie potrafię się gniewać na kogoś kto daje mi jedzenie.
W drużynie mamy jednego byłego antyterrorystę. 35-latek na imię David, lecz mówimy na niego Rudy, gdyż ma urodę stereotypowego rudzielca. Naturalnie nie potrafimy odmówić sobie przyjemności dokuczania mu z tego powodu. Mężczyzna stara się wtedy nas ignorować, ewentualnie inteligentnie się odgryza. David jest uroczy i trochę misiowaty, ale całkiem niezły z niego kumpel i agent.
Największy ewenement stanowi jednak Jessica. Do tej pory myślałam, że gardzę takimi dziewczynami jak ona. Mimo wszystko nikt nie jest w stanie oprzeć się jej urokowi. Jessi ma 29 lat i jest kobieca do aż bólu. Zawsze piękna i nieskazitelna. Podczas pierwszej akcji rozwaliło mnie to, że nosi różową chustę i rękawiczki a w butach wymieniła zwykłe sznurówki na takie kolorowe. Ma też różową maczetę z Hello Kitty. Później wyjaśniła mi, że dostała ją od chłopaków na walentynki i postanowiła nosić ją dla przekory. Właściwie to czemu nie? W końcu to zwykła maczeta, po prostu cholernie babska. Oprócz Helen, Jessica była jedyną osobą, która od początku nie miała nic przeciwko mnie. Nawet się ucieszyła. Liczyła na to, że będzie mogła robić ze mną te wszystkie dziewczęce rzeczy, gdyż Trina do tego się nie nadawała. Do tej pory zamęczała tym Philiego, jednak to nie to samo. Sama niezbyt lubię takie zabawy, jednak ostatecznie nie umiałam jej odmówić. Już drugiego dnia wyciągnęła mnie na zakupy. Nasz kochany gej poszedł z nami. Był świetnym doradcą. Oboje wybrali dla mnie ubrania, które odwracały uwagę od mojego trupiego wyglądu. Nie obyło się też bez nowych kosmetyków. To był chyba shopping stulecia. Wydałam ponad połowę pensji. Ku mojej uciesze nie udało się jej zaciągnąć mnie do salonu piękności. Byłoby to zbyt nierozsądne. Kosmetyczka mogłaby się zdziwić, gdyby zauważyła jaka jestem zimna, i że nie mam pulsu.

Dzisiejszy wieczór zapowiadał się spokojnie. Postanowiliśmy obejrzeć sobie jakiś film. Zebraliśmy się w naszym pokoju rekreacyjnym. Usadowiłam się wygodnie na kanapie, podczas gdy Phili wyciągał z barku przekąski.
- To co dzisiaj oglądamy? - spytała Trina.
- Ligę Niezwykłych Dżentelmenów - odpowiedział Jerry.
- Serio? - zirytowała się Jessi.
- A co? Wolisz Resident Evil po raz setny?
- Dobra, nieważne - uciszył ich Jacks. - Siadajcie, bo chciałbym wreszcie  coś w spokoju obejrzeć.
Bez dalszego zwlekania wszyscy usiedliśmy przed telewizorem. Jeremi zgasił światło, po czym do nas dołączył.
Film trwał w najlepsze. Wszyscy się nieźle wciągnęli. Nawet mnie z tego przejęcia zdarzało się zapominać o cukierkach, które właśnie jadłam. Nagle usłyszałam kroki. Za kanapą stanął doktor Abraham.
- Reva chodź ze mną, potrzebuję cię do badań - powiedział.
- Cicho, oglądam – zbyłam go.
- No weź, to tylko pół godziny. Muszę przebadać twoje tkanki – kontynuował Dex.
- No dobra – westchnęłam.
Podwinęłam lewą nogawkę, po czym wyciągnęłam zza paska maczetę. Bez wahania odcięłam lewą stopę nieco powyżej kostki. Wszyscy patrzyli na mnie zszokowani.
- Masz – podałam naukowcowi odciętą kończynę. - Tylko później mi oddaj.
Dexter chwycił nogę i wyszedł bez słowa. Sam najwyraźniej był zaskoczony. Zapadła cisza. Wszyscy nadal zerkali na mnie przerażeni. Ja tymczasem wróciłam do pałaszowania kolorowych cukierków.
- Powiedz Młoda…  - zaczął Jacks –  dlaczego zawsze nosisz ze sobą maczetę?
- No co?- wzruszyłam ramionami. – Używam jej do robienia kanapek.
- Ale co ci odjebało, żeby na naszych oczach ucinać sobie nogę?
Nic nie odpowiedziałam, tylko pokazałam mu zabarwiony na niebiesko Skittlesami język. Pozostali nie próbowali już drążyć tematu. Po co sobie psuć zabawę?

Był środek nocy. Spałam sobie w najlepsze. Nagle usłyszałam, że drzwi się otworzyły, ktoś powoli zaczął się zbliżać do mojego łóżka. Odruchowo chwyciłam glocka, leżącego na szafce nocnej, i wycelowałam go w intruza, nadal trzymając twarz w poduszce. Delikwent cicho krzyknął. Tego głosu nie da się pomylić z żadnym innym.
- Nigdy więcej tego nie rób – powiedziałam zaspana do Dexa, odkładając broń.
- Co tobie odjebało? - zapytał wściekły.
- Co tobie odjebało? - powtórzyłam. – W tym tygodniu po raz pierwszy udało mi się zasnąć. Co ci przyszło do głowy, żeby mnie budzić?
- Oj Revciu, wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził.
- Ta, akurat. Myślisz, że nie pamiętam, jak podczas obserwacji raziłeś mnie prądem, z zadowoleniem obserwując, jak tracę kontrolę nad mięśniami? – odparłam.
- Ale ja przecież prowadziłem tylko badania - odparł niewinnie. - Dzięki temu dowiedzieliśmy się, jak cię poskromić, jeśli straciłabyś rozum.
- Ta, dlatego teraz ponad połowa personelu nie rozstaje się z paralizatorem.
- A skąd o tym wiesz?
- Helen mi powiedziała, dla niej to cholernie zabawne.
- Wybacz mi Revciu – poprosił całkiem skruszony naukowiec.
- Nie – odpowiedziałam stanowczo.
- Postawię ci obiad – dodał niepewnie.
- Dobra, wybaczam.
- A tak w ogóle to jaki jest sens próbować spać w twoim stanie? W ten sposób tracisz tylko cenny czas.
- Oj tam, znalazłam rozwiązanie. Staram się zasnąć tylko przez dwie godziny dziennie, jeśli w tym czasie mi się nie uda, to wstaję – odpowiedziałam. - Nieważne. Czego chcesz doktorku?
- Przyniosłem twoją nogę z powrotem.
- Za późno, odrosła.
- Co? - zdziwił się. - Dlaczego tego wcześniej nie sprawdziłem tej właściwości?
- No nie wiem… Może dlatego, że szefostwo zabroniło ci trwale mnie uszkodzić. A teraz się wynoś! Chcę spać.
- Zaraz, a co mam z tym zrobić? – spytał, wskazując na odciętą kończynę.
- Zachowaj na pamiątkę, albo wyrzuć! Co mnie to obchodzi? A teraz won, albo cię zaraz ukrzywdzę!
Dexter posłusznie wyszedł, a ja schowałam się pod kołdrą. Byłam wściekła. Już nawet trupowi nie dadzą się wyspać. Przez jakiś czas wierciłam się w łóżku. Oczywiście tej nocy nie udało mi się już zasnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.