28 marca 2016

Coś się Dzieje

Kilka dni później odbył się pogrzeb pracowników agencji, którzy zginęli w ataku podczas gry scenariuszowej. Wszystkich ofiar była ponad setka, w naszej agencji zaś pojawiło się czternaście wolnych etatów. Uroczystości pogrzebowe były transmitowane na jednym z mniej znaczących kanałów telewizyjnych. Zaczęła mnie już denerwować cała ta komercjalizacja naszej działalności. Co prawda nadal byłam zadowolona z tego, że ludzie w wreszcie znali zagrożenie jakie stwarzają zombie, ale nie mogłam już znieść ceny, jaką przyszło mi za to zapłacić.
Zaraz po zakończeniu ceremonii rzucili się na mnie dziennikarze. Zasypywali mnie ogromem bezsensownych pytań. Już dawno się postawiłam i oznajmiłam dowództwu, że nie mam zamiaru udzielać już żadnych wywiadów, ani w ogóle uczestniczyć w jakimkolwiek promowaniu W.A.D.A.Z. Chciałam jedynie wykonywać to, w czym jestem dobra. Ja po prostu kochałam zabijać zombiaki i nie miałam zamiaru robić niczego, co mnie od tego odciągało. Zwierzchnicy nie byli tym zadowoleni, jednak musieli uszanować moje zdanie.
Tym razem postanowiłam po prostu olać tych wszystkich pismaków. Cudem wydostałam się z tłumu i dość wnerwiona wsiadłam do jednego z samochodów agencji.
- A tobie co? – spytał Jacks, który siedział za kierownicą i lekko zniecierpliwiony czekał na pozostałych samobójców.
- Wkurza mnie już to, że temat zombie zrobił się taki modny.
- O daj spokój, takie irytowanie się jest strasznie stresogenne, a to szkodzi przecież na urodę…
- Zamknij się, bo od twojego pieprzenia jeszcze bardziej mi te stresogeny wzrastają – wybuchłam. – Na tej pieprzonej ceremonii pojawiło się prawie pięć tysięcy ludzi. Pogrążone w żałobie rodziny musiały przeciskać się przez tłumy stojące pod kaplicą, a ludzie po prostu robili sobie selfie. Potraktowali to jak jakiś event, a to jest pogrzeb do cholery, symboliczny, ale nadal pogrzeb.
- Uspokój się już – poprosił.
- Nie! Nie rozumiesz jak to jest. To właśnie ja jestem sensacją ostatnich tygodni, a reporterzy przylepili się do mnie jak papier toaletowy do buta…
- Jeśli w tej chwili przestaniesz jojczyć, to postawię ci obiad – przerwał mi.
- Dobra.

Następnego dnia rano, gdy spałam sobie w najlepsze, do mojego pokoju wparowała roześmiana Jessica.
- Lepiej żebyś miała dobry powód, aby mnie budzić – wysyczałam.
- No pewnie, że mam – zaszczebiotała.
Westchnęłam i wygramoliłam się z łóżka. Od razu skierowałam się do lodówki, wyciągnęłam ciastko z kremem czekoladowym. Niektórzy po przebudzeniu sięgają po kawę, ja zaś po coś do  jedzenia.
- No dobra, słucham – wybełkotałam z pełnymi ustami.
- Philip przegrał ze mną zakład i musi iść dzisiaj na paradę równości.
- No to nieźle – zaśmiałam się. – Ale co w związku z tym?
- Będziemy mu towarzyszyć.
- Zgłupiałaś?! Znowu chcesz udawać, że jesteśmy parą lesbijek?
- No chodź, będzie fajnie.
- Ale przecież, nie wolno nam się oddalać od siedziby – przypomniałam.
- Nikt nawet nie zwróci na to uwagi.
- A jak ktoś mnie rozpozna na paradzie równości? Reporterzy nie dadzą mi już wtedy spokoju – rzuciłam pierwsze, co przyszło mi do głowy. Naprawdę nie chciało mi się tam iść.
- Pomyślałam o tym i mam dla nas wszystkich kostiumy – uśmiechnęła się. – Przebiorę cię, pomaluję i zobaczysz, że nikt cię nie pozna.
- Dobra – poddałam się. – Ale to ja będę facetem w tym związku.
- Super – aż podskoczyła z radości. – Chodźmy teraz do mnie, Phili już na nas czeka.
- Mam nadzieje, że masz tam jakieś jedzenie – westchnęłam.
Na szybko skończyłam swoje ciastko i w samej piżamie wyszłam na korytarz. Jessica niemal siłą zaciągnęła mnie do siebie. W jej pokoju panował jeszcze większy bałagan niż w moim, chodź to dej pory myślałam, że to niemożliwe.
- A gdzie Phili? – spytałam.
- Siedzi w kiblu i płacze nad swoim losem – usłyszałam jego głos z łazienki.
Jessi usadziła mnie na łóżku, po czym wyciągnęła sporą walizkę z kosmetykami. Odgarnęła moje włosy i zaczęła nakładać makijaż. Po chwili na mojej twarzy i dekolcie wylądowała gruba warstwa tapety.
- No dobra, chyba udało mi się pozbyć twojej zombicznej bladości, a teraz się przebierz – podała mi dość dużą reklamówkę. -  Zostaniesz super gej-bohaterką.
Pozostawiłam to bez komentarza. Za jakie grzechy miałam tak cierpieć? Wysypałam zawartość torby na łóżko i zaczęłam się wciskać w czarny kombinezon, który wyglądał na skórzany. W tym samym czasie Jess powoli przebierała się w stój seksownej zakonnicy. Mój kostium okazał się jednak strasznie oporny przy zakładaniu. Już podczas przeciskaniu nogawek przez łydki pojawił się problem. Gdy byłam jeszcze praktycznie goła z łazienki wyszedł Philip. W tym momencie naprawdę ucieszyłam się, że jest gejem.
Biedny, wyglądał jakby miał się rozpłakać. Ja za to nie mogłam opanować śmiechu. Miał na sobie stój policjanta, który był bardzo popularny wśród wielu striptizerów. Na paradzie miał wystąpić w czarnych rurkach, policyjnej czapce, no i oczywiście z gołą klatą.
- Jess, gdzie ty kupiłaś te kostiumy? –spytałam.
- W sex-shopie oczywiście – odpowiedziała jakby nigdy nic.
- Jesteś okrutna – skomentowałam. – Parada równości, to nie wybieg mający pokazać nowe łóżkowe trendy na ten sezon.
- Jak to nie? – zdziwiła się Jessica. – Na paradzie trzeba zaprezentować gejozę, a stroje ze sex-shopu nadają się do tego idealnie.
Phili nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Delikatnie uśmiechnął się i podszedł pomóc mi z kostiumem, w którym jakimś cudem utknęłam. Po jakimś kwadransie wspólnych zmagań, mój kombinezon był wzorowo założony. Kiedy zasunęłam suwak okazało się, że pozostawia on dość spory dekolt.
- Przyznaj się, wiedziałaś, że ten strój jest aż tak dziwkarski – syknęłam.
- Ależ oczywiście – uśmiechnęła się. -  Z jednej strony musiałam znaleźć coś, co ukryje twoją zombiczność, z drugiej zaś nie mogłam pozwolić, żebyś wypadła przy nas blado, a poza tym, na paradzie będzie mnóstwo lesbijek-feministek, a one przecież uwielbiają świecić gołymi cyckami.
Tym razem nie potrafiłam zakwestionować jej pokrętnej logiki. Ponownie westchnęłam, po czym założyłam długą perukę z białych włosów i czarną, brazylijską maskę. Złapałam długie rękawiczki i przy okazji dokładnie przyjrzałam się butom.
- Nie ma mowy, abym włożyła kozaki z piętnastocentymetrowy koturnami – skwitowałam. – Wezmę po prostu swoje glany, przynajmniej będę mogła normalnie normalnie stawiać stopy.
- Niech ci będzie – zgodziła się zrezygnowana.
Jessica przed wyjściem postanowiła zrobić nam małą sesję zdjęciową. O dziwo mieliśmy z tego niezły ubaw, nawet Philip na chwilę zapomniał o tym, że łamie jedną ze swoich największych zasad. Po pstryknięciu około setki fotek, chwyciłam tęczową flagę, która miała być moją super pelerynką, po czym wróciłam do swojego pokoju. Założyłam glany i wyciągnęłam z szafy dość obszerną bluzę z kapturem. Miałam zamiar chodź trochę zamaskować swój niecodzienny wygląd przed dotarciem na paradę. Szybko spakowałam torebkę i wróciłam na korytarz. Phili poszedł w moje ślady i również założył bluzę. Jedynie Jessi zdawała się niczym nie przejmować. Ubrana w sukienkę, która kończyła się zanim jeszcze zdążyła się zacząć, wysokie szpilki i czepek zakonnicy, dumnie zeszła z nami do garażu. Chyba nie muszę opisywać miny innych pracowników...

Udział w paradzie równości był nie tylko najdziwniejszym, ale i najśmieszniejszym doświadczeniem w całym moim życiu. Jeszcze nigdy nie spotkałam tak wielu wariatów w jednym miejscu. Stroje tych wszystkich ludzi były tak dziwne i wulgarne, że zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje jakaś granica głupoty. Nawet Philip, gdy zobaczył seksorożca, zaczął się cieszyć, że jest „tylko” seksownym policjantem. Cała nasza trójka postanowiła się wczuć w tą absurdalną atmosferę. Jessica wytrzasnęła skądś różowy krzyż i zaczęła nawracać przypadkowych gapiów na jedyny słuszny homoseksualizm, a ja, jako super gej-bohaterka, wdałam się z kimś w kłótnie, która skończyła się bitwą na metrowe dildosy, które podobno pochodziły z jakiejś gry. Bez trudu pokonałam swojego przeciwnika, po czym pobiegłam przed siebie, łopocząc tęczową pelerynką i nucąc melodię z Batmana.
Po dwóch godzinach pochodu mieliśmy już dość. Postanowiliśmy się wcześniej odłączyć i pójść coś zjeść. Weszliśmy do pobliskiego McDonalda. Okazało się, że nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł. Kiedy staliśmy w kolejce zauważyłam kilka osób ubranych w piżamy udekorowane penisami oraz faceta, który miał na sobie jedynie gacie Borata.
Odebrałam swój zestaw powiększony nuggetsów, oraz cztery Happy Meale, do których dodawali akurat urocze figurki zombie zwierzątek. Miałam zamiar ustawić je potem na swojej półce. Usiadłam przy naszym stoliku i podekscytowana ustawiłam na tacce zabawkowego kota, psa, jednorożca i królika.
- Weź wyjdź mi z tym! – wrzasnął Philip. – Nie mogę już patrzeć na jednorożce. Chyba nigdy się nie pozbędę traumy po tym, jak ten seksorożec zaczął mnie tak nachalnie podrywać – westchnął.
- Ja za to miałam ubaw – wtrąciła Jessica.
Podczas posiłku oglądaliśmy zdjęcia z parady, Jess zrobiła ich chyba milion. Po skończonym jedzeniu wróciliśmy do naszego samochodu, z zamiarem powrotu do agencji. Gdy byliśmy wreszcie w siedzibie, z ulgą pognałam do pokoju, aby ściągnąć ten głupi kostium. Okazało się jednak, że jeszcze trudniej jest go zdjąć niż założyć. W desperacji zaczęłam nawet rozważać wyłamanie stawów, lub kilka amputacji. Po długich zmaganiach wreszcie byłam wolna od tego cholernego przebrania. Rzuciłam wszystkie rekwizyty w kąt. Wyjęłam z torebki figurki zombie zwierzątek i ustawiłam je na nowej półce nad komputerem.
Szczęśliwa z powodu odzyskanej wolności, postanowiłam wziąć prysznic. To był najłatwiejszy sposób na pozbycie się z twarzy grubej warstwy makijażu, która jeszcze trochę i samoistnie zaczęłaby się kruszyć. Odkręciłam wodę i po jakimś czasie z zadowoleniem obserwowałam, jak ostatnie beżowo-czarne smugi spływają do odpływu. Odświeżona wyszłam z łazienki i jedynie owinięta w ręcznik uwaliłam się na łóżku. Właśnie wtedy zawył alarm.

Znajdowaliśmy się przed kompleksem budynków, położonym w małej mieścinie 50 kilometrów od Waszyngtonu. Szykowaliśmy się do wkroczenia na jedną z hal fabryki, zajmującej się produkcją słodyczy. To była najgorsza rzecz, jaka mogła mnie spotkać. To właśnie ta firma robiła moje ulubione czekoladki, a nadzienie do nich wytwarzano właśnie na zaatakowanej hali. Westchnęłam i zaczęłam  w myślach układać plan wykupienia wszystkich pudełek czekoladek, jakie zostały sklepach. Ich produkcja mogła być wznowiona najwcześniej za kilka miesięcy.
Moim partnerem miał być Philip. Po dzisiejszym dniu mężczyzna stwierdził, że z dwojga złego lepiej, że to ja, a nie Jessica, zostałam mu przydzielona. Dyskretnie poprawiłam zatyczki, po czym wkroczyliśmy do akcji. Gdybym czuła zapach swojego ulubionego, truskawkowego nadzienia, na pewno nie byłabym w stanie skupić się na misji. Weszliśmy wszyscy razem, eliminując sporą grupę zombiaków, zgromadzonych przy wejściu. Wyglądało to jakby za wszelką cenę chciały się wydostać. Wszystkie były już przegnite. Miały zapewne około tygodnia.
Po oczyszczeniu drogi wreszcie rozdzieliliśmy się. Moja grupa miała sprawdzić magazyn, do którego zwiadowcy nie mieli wcześniej dostępu. Znajdując się parę metrów od celu usłyszałam kilka syknięć charakterystycznych dla zombiaków, niestety z tej odległości nie było nic widać. Niedaleko nas znajdowała się jedna z taśm produkcyjnych. Wpadłam na pewien pomysł.
- Jeśli już mają kogoś zeżreć, to mnie – powiedziałam, po czym wskoczyłam na taśmę i pomogłam wejść Philiemu na konstrukcję znajdującą się 4 metry nad ziemią.
Mężczyzna był tam bezpieczny. Jerry i Hunter stali 10 metrów dalej i ubezpieczali nas. Włączyłam latarkę, przyczepioną do plecaka, po czym weszłam do ciemnego magazynu. Truposze darły się, jakby ktoś je drażnił. Nagle poczułem delikatną woń zjełczałego potu i cebuli, jednak Hunter był zbyt daleko, żebym mogła go poczuć. Wtedy wszystko zrozumiałam, niestety było już za późno. Krata oddzielająca wejście do magazynu opadła w hukiem, a jedyny znany mi przełącznik znajdował się na zewnątrz. Byłam w pułapce. W tym samym momencie w moją stronę wydobył się żółtopomarańczowy dym, który śmierdział tak znajomo. Z powodu ostrego kaszlu, zgięło mnie w pół. Swędziała mnie cała skóra. Chwile później poczułam ból rozrywający mnie od środka i upadłam. Wszystko to trwało zaledwie kilka sekund, jednak dla mnie te tortury nie miały końca. Ostatnie co pamiętam, to krzyk Philiego. Potem straciłam przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.