24 czerwca 2016

Co się Dzieje z Tym Światem?

Wracając od Dexa zderzyłam się z jednym z agentów, który właśnie biegł na kolejną misję. Dowódca naszej jednostki ściągnął pięciu pracowników na zastępstwo, ponieważ, póki co jedynie trzech naszych samobójców nadawało się do służby. Nie miałam pojęcia, jak nazywają się nowi ludzie. Nie za bardzo miałam ochotę się z nimi zadawać. Wszyscy wydawali mi się tacy zimni i ponurzy. Niektórzy nawet patrzyli na mnie z nienawiścią. Dzień wcześniej przypadkiem podsłuchałam ich rozmowę. Dowiedziałam się, że właśnie mnie obwiniają o ujawnienie organizacji. W końcu to nieszczęsne wydanie wiadomości skupiło się na mojej osobie i podobno miałam teraz najwięcej korzyści z tego. Niezbyt obchodziło mnie ich zdanie. Miałam jedynie nadzieję, że nie wszyscy agenci W.A.D.A.Z. tak o mnie myślą, bo to już mogłoby być problemem.
Wróciłam do swojego pokoju, głośno westchnęłam i rzuciłam się na łóżko. Od trzech dni byłam na zwolnieniu i strasznie się nudziłam. Żałowałam, że nie mogłam pojechać na tę misję, w końcu mnie potrzebowali. Miałam spore wątpliwości co do umiejętności agentów z zastępstwa. Od Owena dowiedziałam się, że jeden z nich, w ciągu zaledwie tygodnia, zdążył dwanaście razy spierdolić się ze schodów. Wyczyn godny Jasia Fasoli.
Zaczęłam rozmyślać nad tym co dziś powiedział mi Dex. Odstraszacz zombie właśnie został skierowany do produkcji i miał być dostępny dla wszystkich ludzi, do tego w przystępnej cenie. Nasi agencji również mieli go używać podczas misji. Nie powiem, że byłam z tego powodu zadowolona. Naukowiec starał się mnie jakoś uspokoić. Twierdził, że przeprowadził badania i wdychanie odstraszacza w żaden sposób nie jest w stanie mi trwale zaszkodzić. Jedynie podanie trucizny bezpośrednio do krwioobiegu potrafiło wyrządzić szkody w moim organizmie. Akurat nie tym się przejmowałam. Jeśli wszyscy podczas zadań mieli tak śmierdzieć, to nie było szans, abym w jakikolwiek sposób mogła pracować. Dexter stwierdził, że zna już rozwiązanie. Zaproponował maskę przeciwgazową. Byłam dość sceptyczna, ale mężczyzna miał już nawet przygotowane zestawienie rekomendowanych przez niego masek, więc co szkodziło mi spojrzeć? Musiałam przyznać, że przygotował się całkiem dobrze. Ostatecznie mój wybór padł na niewielki model rodem z cyberpunku. Maska była czarna i niewielka, zakrywała jedynie nos i usta. Po bokach miała niewielkie filtry wykończone srebrnymi, chromowanymi elementami. Wydała mi się naprawdę piękna, ot taki mój mały, bojowy fetysz. Do tego posiadała świetne parametry i w żaden sposób nie krępowałaby ruchów. Model ten nie należał wcale do tanich, ale to nie ja miałam za to płacić. Dex powiedział, że mam pełne błogosławieństwo dowództwa. Wydrukowałam wszystkie dane z zamiarem pójścia z tym do zaopatrzenia. Z jednej strony nie za bardzo chciało mi się tam iść, ale z drugiej chciałam mieć tę zajebistą maskę. Już zdążyłam się w niej zakochać.
Niechętnie zeszłam do tego cholernego zaopatrzenia. Jak zwykle przywitała mnie ta stara, zrzędliwa kierowniczka.
- Czego? – spytała zachrypniętym głosem.
- Przyszłam złożyć zamówienie – odpowiedziałam niepewnie.
Podeszłam do lady i położyłam kartkę na blacie. Kobieta założyła okulary i zaczęła wpatrywać się tekst.
- Zgłupiałaś? – spytała po chwili.
- Potrzebuję tej maski. Nie mamy żadnej odpowiedniej w ofercie agencji, dlatego dowództwo stwierdziło, że taniej będzie zamawiać z zewnętrznej firmy, niż wprowadzić do produkcji u nas.
- Ale za taką cenę?
- Agenci mają do dyspozycji najlepszy sprzęt na rynku i sami dobierają sobie ekwipunek – wyrecytowałam jeden ze sloganów, zachęcających do wstąpienia do W.A.D.A.Z.
- Muszę zadzwonić po szefa – fuknęła.
Wkurzona poszła na zaplecze. Usłyszałam jak rozmawia z kimś przez telefon. Po chwili wróciła, powiedziała, że mam zaczekać, po czym zajęła się jakimiś papierami. Spokojnie oparłam się o ścianę. To był pierwszy raz, gdy to ja wyprowadziłam ją z równowagi, nie na odwrót. Pracownica zdecydowanie nie lubiła, gdy kończyły się jej argumenty.
Po jakiś dziesięciu minutach do pomieszczenia wszedł jakiś starszy facet. Na oko miał jakieś pięćdziesiąt lat i nie wyglądał na zbyt miłego. Jego rysy twarzy upodobniały go trochę do wściekłego buldoga.
- O co chodzi? – niemal wykrzyczał to pytanie.
- Ta tutaj niunia chce zamówić coś spoza zaopatrzenia agencji – kierowniczka wskazała na mnie.
- Co ci się nie podoba w naszym ekwipunku? – skierował pytanie do mnie, patrząc wzrokiem, którego nie potrafiłam rozgryźć.
- Wszystko jest w porządku – odpowiedziałam. – Potrzebuję porządnej maski przeciwgazowej, a w ofercie W.A.D.A.Z. jest dostępny tylko model, który nadaje się jedynie do eksplorowania Czarnobyla.
Mężczyzna pokiwał głową i chwycił kartkę, którą podsunęła mu pracownica. Przybliżył ją do twarzy, jakby był krótkowidzem. Po chwili spojrzał mi prosto w oczy, po czym jego wzrok zszedł ciut niżej. Zdałam sobie sprawę, że akurat mam na sobie koszulkę ze sporym dekoltem, która trochę się obsunęła i że właśnie wystaje mi stanik, który dostałam kiedyś od Jacksa. To był jedyny czysty jaki znalazłam, zdecydowanie musiałam zrobić pranie.
- Dlaczego taka droga? Nie było tańszych modeli? – spytał, ani na chwilę nie tracąc kontaktu wzrokowego z moim biustem.
- Ale proszę pana – zaczęłam uroczym głosem. -  Ta maska ma bardzo świetne parametry i jest bardzo ładna. Kobieta taka jak ja zasługuje na ładną maskę, prawda? – skoro niechcący złapałam go już w te sidła kobiecości, to miałam zamiar teraz to wykorzystać.
- Ależ oczywiście, masz rację – uśmiechnął się lubieżnie. – Na początku zamówimy trzy sztuki, żebyś w razie czego miała do dyspozycji zapasowe.
Kierowniczka zaopatrzenia patrzyła na tą całą sytuację z niedowierzaniem. Jej przełożony, którego najwyraźniej nie podejrzewała o jakiekolwiek przejawy sympatii do innych ludzi, stał się potulny jak baranek. Mężczyzna szybko wypełnił jakieś papiery i nakazał kobiecie natychmiast zamówić maski.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze? – spytał.
- Nie, to już wszystko. Bardzo panu dziękuje.
- A może masz ochotę pójść coś zjeść? Ja stawiam.
W mojej głowie nastąpił chwilowy error, czując, jak mi mózg drętwieje, zaczęłam przeprowadzać szybkie kalkulacje. Darmowe jedzenie. Facet po pięćdziesiątce, łysy, otyły i do tego spocony. Nawet ja nie jestem taka zdesperowana. Zaczęłam żałować, że mam opinię dziewczyny bez pamięci zakochanej w jedzeniu. Natychmiast przypomniałam sobie o niewyłączonym żelazku, którego nawet nie posiadałam. Przeprosiłam i czym prędzej uciekłam z stamtąd, zostawiając za sobą zawiedzionego mężczyznę.

Wieczorem, z braku lepszy pomysłów, udałam się do świetlicy. Zawsze wolałam oglądać filmy na dużym ekranie, a w pokoju miałam niestety jedynie mały telewizor na ścianie. Dzierżąc w ręku półmisek z kanapkami, skierowałam się w stronę naszego kina domowego. Na kanapie siedział Owen i przerzucał kanały. Usiadłam obok niego i położyłam talerz na stoliku.
- Jak twoja ręka, czarnuchu? – spytałam.
- A bardzo dobrze – uśmiechnął się. -  W przyszłym tygodniu wracam do służby.
- Ja mam jeszcze dwa dni urlopu, ale jeśli trafi się kolejna misja, to szlag mnie trafi.
- Fakt, potrzebują cię – odpowiedział. – Jerry powiedział, że stracili dziś jednego z tych nowych agentów.
- Serio? Zdolne chłopaki – zaśmiałam się ponuro. – Czy to nie był przypadkiem ten, co ciągle spada ze schodów?
- Nie, widziałem go jakąś godzinę temu.
Skończyliśmy rozmawiać i postanowiliśmy znaleźć coś ciekawego do obejrzenia. Wyrwałam mężczyźnie pilota i przy okazji dałam mu po łapach, bo postanowił się dobrać do moich kanapek. Zaczęłam skakać po kanałach. W końcu udało mi się znaleźć pierwszą część Matrixa. Usadowiłam się wygodnie na kanapie i zauważyłam, że zostałam pozbawiona dwóch kanapek z kiełbasą. Westchnęłam i, na wszelki wypadek, położyłam talerz na kolanach. Po pewnym czasie dołączył do nas jeden z agentów na zastępstwie. Nie miałam pojęcia skąd się tu wziął, wszyscy tymczasowi pracownicy mieszkali przecież w pokojach gościnnych na parterze i tam też mieli pokój rereacyjny.
W połowie filmu przeszkodził nam Beckett.
- Słuchaj Reva, muszę z tobą porozmawiać – powiedział.
- Skoro fatygujesz się osobiście, to sprawa musi być poważna – westchnęłam i wyciszyłam telewizor.
Agent z zastępstwa postanowił się ulotnić, a Owen wykorzystał moment i ukradł ostatnią kanapkę. Dałam mu po łbie, jednak on nigdzie się nie wybierał.
- Owszem, jest poważna – potwierdził dowódca. – Jakiś urzędnik ma wątpliwości co do twojego zdrowia psychicznego, dlatego musisz jutro stawić się na komisji.
- Przecież agenci nie podlegają urzędnikom państwowym ani nikomu innemu z poza agencji – zdziwiłam się.
- No tak, ale cała ta sprawa z zombie jest zbyt świeża, ludzie nadal nam nie ufają – złapał się za głowę lekko zawstydzony. – Nie możemy sobie pozwolić na to, by ktoś obsmarował nas w mediach z takiego powodu. Musisz tam iść.
- Jutro, tak? Dlaczego tak szybko. Kiedy przyszło wezwanie?
- List przyszedł dziś przed południem, do tego był zaadresowany do Jonsona, dowódcy oddziału interwencyjnego.
- A więc tak się nazywa ten stary, wkurzający łysol – palnęłam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
- Owszem, tak się nazywa. Pracujesz tu ponad pół roku, powinnaś to już wiedzieć – zirytował się lekko. -  Wracając do tematu. Z pisma łatwo można wywnioskować, że to jakiś podstęp. Ktoś ewidentnie chce nam zrobić pod górkę, niestety nie wiemy, czy chodzi mu o agencję, czy bezpośrednio o ciebie.
- Nie można nic z tym zrobić? – spytałam z nadzieją.
- Niestety nie. Działają zgodnie z prawem. Jakakolwiek odmowa albo odwoływanie się od tego wzbudziłoby podejrzenia. Po prostu musisz tam iść. Bądź gotowa przed drugą, pojadę tam z tobą.
Podobno kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Pierdolę to! Postanowiłam przestać to robić. Nienawidziłam tego, że istnienie zombie i agencji wyszło na jaw! Chciałam znów być jedynie anonimową agentką, która po prostu mordowała zombiaki, nic więcej. W dupie miałam już tych ludzi. Przez ten miesiąc zdążyli mi udowodnić, że większość z nich wcale nie zasługuje na ratunek. Tęskniłam do czasów, gdy nie byłam pseudo-celebrytką. Dlaczego akurat ja miałam tak cierpieć? Moje życie po prostu ssie, a skoro jestem prawdopodobnie nieśmiertelna, to będzie tak ssać do końca świata, aż wyssie ze mnie caluteńką radość…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.